Życie z ołówkiem w ręku
Coraz trudniej żyje się nam i to nie tylko za sprawą kryzysu, który jakoś nie chce opuścić granic naszego kraju, ale także za sprawą podwyżek rządowych. Rząd niestety, ale zaczął naprawę finansów publicznych od podwyżek, a to jak wiadomo nie jest popularnym posunięciem wśród konsumentów. Rośnie więc bezrobocie, kurczy się rynek pracy, a wraz z nimi nasze budżety domowe. Wiele polskich rodzin żyje w skrajnej nędzy i bez jakichkolwiek perspektyw na poprawę swej sytuacji.
- Ale są też osoby, którym zupełnie nieźle się powodzi, które potrafią się ustawić i mają głowę do interesów. Ale rzeczywiście są też takie, które ledwo wiążą koniec z końcem. Tygiel skrajności i różnych często pogmatwanych ludzkich losów. Finanse, pieniądze, są bardzo ważnym – jeżeli nie najważniejszym – elementem wpływającym na sytuacje rodzinne. Jeżeli tych pieniędzy jest wystarczająca ilość, to nie ma problemu, ale jeżeli liczy się dosłownie każdy grosz, wówczas planowanie jego wydania jest sprawą pierwszoplanową – stwierdził ekspert.
To prawda, ale planowanie budżetu rodzinnego dotyczy nie tylko ubogich rodzin, ale i tych bogatszych. Życie z ołówkiem w ręku uczy oszczędności, pokory i szacunku dla pieniądza. Poza tym planując swoje wydatki z pewnością nie popadniemy w finansowe tarapaty. Owszem, czasami może się zdarzyć i się zdarza jakaś pilna pożyczka, ale jesteśmy na nią przygotowani, mamy zabezpieczone środki na jej późniejszą spłatę. Pożyczki są też dla ludzi, ale ludzi myślących, którzy nigdy nie wpadną w pułapkę kredytową. Przed kryzysem banki w zasadzie nie kontrolowały rynku kredytowego, dlatego klienci banków zbyt często sięgali po kredyty nie martwiąc się o ich późniejszą spłatą. Rekordziści mieli nawet po kilkanaście kredytów, a możliwe to było, ponieważ jedne kredyty spłacali kolejnymi kredytami. W końcu musieli popaść w kłopoty finansowe i popadli. Życie z przysłowiowym ołówkiem w ręku niejako wymusza na nas oszczędzanie każdego grosza, co w obecnej sytuacji staje się powoli koniecznością. Wydawanie z głową pieniędzy jakimi dysponujemy nie udaje się wszystkim rodzinom, co jest widoczne na przykładzie zadłużeń wynikających z używania kart kredytowych.
- O tym, że nadal nie potrafimy obchodzić się z plastikowymi pieniędzmi wiemy nie od dziś, nic więc dziwnego, że w pewnym momencie zadłużenia właścicieli kart kredytowych osiągnęła granicę 15 miliardów złotych. Wielu właścicieli kart kredytowych stało się niewypłacalnych, sprawiły to niekontrolowane zakupy wynikające z kolei z niewiedzy klientów o zasadach posługiwania się kartami kredytowymi. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że w każdej rodzinie może zdarzyć się, że budżet nie wytrzymuje obciążeń i tylko pilna pożyczka go może załatać. Nie ma w tym nic szczególnego, ani groźnego jeżeli mamy wszystko dokładnie zaplanowane i jesteśmy na taką ewentualność przygotowani. Ale planowana pilna pożyczka, a nie nieświadome, czy nie daj Boże świadome, brnięcie w kredyty – stwierdził znawca tego rynku